Zagłada Bunyipów
Ze wszystkich tragedii, które wycierpieliśmy, strata Bunyipów zraniła nas najmocniej.
Było to plemię honorowe i posiadające wielką wiedzę, ale zostali zniszczeni -
zniszczeni przez nas.
Powinniśmy byli wiedzieć. Garou to Garou. Kiedy wkroczyliśmy na ich ziemię, chowali
się przed nami. Kiedy ich spotkaliśmy, wydali nam się dziwni i obcy. Czyż nie
narodzili się z tasmańskich wilków? Czyż nie omijali nas, kiedy wkroczyliśmy na ich
terytorium, zamiast bronić swego terytorium? Ale Garou to Garou, a my zapomnieliśmy o
tym.
Kąsający Żmija. Niech będzie przeklęty. To on namawiał nas, by pomścić śmierć
jego siostry. To on nawoływał do bezlitosnej wojny. A my, przeklęci, podążyliśmy za
nim. Rok. Wojna trwała jeden rok. Czy dzieci Tęczowej Spirali były tak nieliczne? Czy
to my byliśmy tacy potężni?
Zostaliśmy oszukani. Ale to żadne usprawiedliwienie. Przysłużyliśmy się Żmijowi,
cały czas powtarzając sobie, że to jest konieczne. Niech Gaja zlituje się nad nami.
Ze wszystkich straconych plemion, utrata Bunyipów była najbardziej bezsensowną ofiarą.
W przeciwieństwie do Croatanów, zginęli na próżno. W przeciwieństwie do Białych
Wyjców, nie zginęli przez swoją własną dumę. Bunyipowie zginęli przez machinacje
Tancerzy Czarnej Spirali i przez bezsensowne uprzedzenia rasowe innych Garou - w ich
śmierci nie było nic honorowego.
Bunyipowie oddzielili się od innych plemion na samym początku Impergium. Mając dość
wojny z ludźmi, wkroczyli do Penumbry poszukując krainy, w której ich jedynym
przeciwnikiem byłby Żmij. Z niewiadomych powodów dotarli jednak do Australii. Tam się
osiedlili i tam też się rozmnażali - wykorzystując w tym celu aborygenów i olbrzymie
wilki tasmańskie. Takie wymieszanie krwi spowodowało u nich zmianę barwy skóry, ale
nigdy nie utracili w sobie Garou - nigdy też nie zapomnieli, co to słowo znaczy.
Podzielili się ze swoją Rodziną wiedzą o Umbrze, a sami rozprzestrzenili ich wiedzę
duchową wśród członków swego plemienia. Ludzie, bronioni przez Bunyipów, nigdy nie
odczuli terroru Impergium.
Ale potem nadeszli Europejczycy, a wraz z nimi - inne plemiona Garou. Bunyipowie trzymali
się z daleka od nowoprzybyłych, woląc obserwować i czekać na rozwój wypadków. Co do
innych plemion, ich reakcja na odkrycie, że w Australii są już wilkołaki, była nie do
opisania. Wielu sądziło, że plemię tak długo oddzielone od innych to jakaś odmiana
Tancerzy Czarnej Spirali, albo i nawet w ogóle nie wilkołaki. Coraz to więcej Garou
podzielało tę mylną opinię, więc Bunyipowie odcięli się od nich jeszcze bardziej,
wierząc, że najeźdźcy są wrogami, a nie ich kuzynami.
Ostateczne uderzenie miało miejsce w 1930 roku, kiedy jeden z największych bohaterów
Czerwonych Szponów, wojownik o przydomku Kąsający Żmija, odnalazł ciało swojej
siostry porzucone na głazie pokrytym rzeźbami Tęczowej Spirali. Jego podejrzenia
natychmiast padły na dziwacznych Bunyipów i zwołał zgromadzenie, mające wskazać i
ukarać morderców jego siostry. I chociaż Bunyipowie także zostali zaproszeni - żaden
ich wysłannik nie przybył. To był wystarczający dowód dla Kąsającego Żmija.
Dumny Ahroun zebrał grupę wspaniałych wojowników i poprowadził ich przeciwko
Bunyipom. Jeden za drugim Bunyipowie ginęli, miażdżoni straszliwą siłą swych
wściekłych kuzynów, aż w końcu ostatni z nich zginął w kłach Kąsającego Żmija.
Ale kiedy stanął nad tym ostatnim ciałem i wydał z siebie skowyt zwycięstwa, do jego
uszu dotarł czyjś cichy, chrapliwy głos. Był to głos Tancerza Czarnej Spirali,
którego grupa zamordowała siostrę Kąsającego Żmija, i powstrzymała Bunyipów przed
przybyciem na rytualne zgromadzenie. Kiedy Kąsający Żmija zdał sobie sprawę z
błędu., jaki popełnił, skowyt zwycięstwa zamienił się w skowyt pohańbienia, a
zrozpaczony Garou ukrył się w kompleksie podziemnych jaskiń. Nigdy więcej już o nim
nie słyszano.
I chociaż w dniu dzisiejszym Garou wciąż mają nadzieję, że kilku - albo chociażby
jeden - Bunyip zdołał umknąć przed straszliwą zemstą ich przodków, nigdy nie
znaleziono dowodu na potwierdzenie tych słów. Totemy Bunyipów nie chcą rozmawiać z
Europejczykami, a opowieści mówią o duchach Bunyipów, mszczących się na żywych
Garou. Wydaje się raczej niemożliwym, aby duchy Australii kiedykolwiek przebaczyły
Garou ten okropny, krwawy uczynek - nawet gdyby Garou zdołały kiedykolwiek wybaczyć
samym sobie...
Tłumaczenie i redakcja tekstu: Reaven