(NAD)ZWYCZAJNA NOC GAROU




Miasto spalo, niczym pograzone w spiaczce. Przydrozne latarnie, wyczuwajac senny nastroj, przepalaly sie z sykiem zadowolenia, takze ucinajac sobie krotka drzemke. Psy nie szczekaly, koty nie miauczaly, ptaki nie cwierkaly a dzieci nie plakaly. Dochodzila wlasnie polnoc, na niebie swiecil w swej pelnej okazalosci zlocisty ksiezyc, a swiat zamarl, czekajac na nadejscie...
Godziny Duchow.
Za miastem, w miejscu, gdzie cywilizacja stykala sie z natura, nie panowala jednak cisza i spokoj. W miejscu, gdzie iglasty las zageszczal sie znacznie, ukrywajac przed wzrokiem postronnych swoje tajemnice, gdzie nawet promienie ksiezyca baly sie zawedrowac, slychac bylo zawodzenie...
Potepionej Duszy.
Na niewielkiej polance, oslonietej przed wiatrem, deszczem i ludzmi, starozytna rasa garou wybudowala swoja swiatynie, swoj...
Caern.
Surowe, ostrymi szpicami wspinajace sie ku niebu sciany, wydeptana w trawie sciezka prowadzaca do masywnych wrot, poczucie Mocy, unoszacej sie w powietrzu... Wiatr zamarl, przerazony atmosfera tego miejsca. Gdzies daleko stad, niczym w innym swiecie, rozlegl sie cichy, niesmialy dzwiek dzwonu, wybijajacego...
Godzine Zero.
Z wnetrza caernu dobiegl wsciekly ryk cierpiacego stworzenia. Po chwili przerodzil sie on w skowyt, a nastepnie w pelny bolu, zalosny jek... Blask, bijacy od plonacej niemrawo pochodni, oswietlal nieduze, drewniane drzwi, za ktorymi cierpiala nieznana istota...
Bol przerodzil sie w pelne ponizenia warkniecie, nastepnie na wierzch znow wyplynela wscieklosc - niczym nie pohamowana, stara jak sam swiat, zadza mordu, pragnienie krwi... Ryk, z pewnoscia nie wydany przez ludzkie gardlo, wstrzasnal caernem. Cos z olbrzymia sila zaczelo dobijac sie do drzwi, a cierpiace drewno skrzypialo glosno, wolajac pomocy...
W koncu jednak musialo uznac wyzszosc uwiezionego.
Potezne piesci wybily w drzwiach najpierw jedna, potem druga dziure. Masywna, pokryta futrem lapa wysunela sie z jednego z otworow, zakonczone ostrymi jak brzytwy pazurami palce natrafily na metalowy haczyk i otworzyly prymitywny zamek.
Kopniete z niesamowita sila drzwi odskoczyly, i wyjac ze strachu roztrzaskaly sie na scianie.
Z mroku wyskoczyl potezny garou. Jego stalowoszara siersc polyskiwala w swietle pochodni, oczy plonely niesamowitym zarem, a spomiedzy ostrych zebow wyciekaly struzki spienionej sliny.
- Gnojki!!! - ryknal wspanialy wojownik do uciekajacych ragabashow. - Jesli jeszcze raz zamkniecie mnie w wychodku, to wam wszystkim lapy z dupy powyrywam!!! Slyszycie?!! POWYRYWAM!!!

Reaven