NOCNY ŁOWCA
Mrok spowija ciało me,
Cisza otacza moją głowę,
Bestia we mnie mordować chce,
Moje mięśnie są już do mordu gotowe.
Biegnę po dachach, cicho niczym kot,
Z dłoni mych wysuwają się pazury,
Błogosławię wszechobecny mrok,
Który ukrywa moją naturę.
W dole widzę swoją ofiarę,
Młode dziewczę, stojące na rogu ulicy,
Prześcigając wiatr skaczę w dół,
Moja pięść ląduje na jej potylicy.
Dziewczyna leży u mych stóp,
Blada i niezwykle pociągająca,
Nie dla mnie jednak pragnienia ludzkie są,
Interesuje mnie tylko jej krew gorąca.
Zatapiam kły w miękkiej szyji i piję życiodajny płyn,
A krople krwi wypływają z jej tętnicy,
Nagle słyszę gdzieś w oddali ludzki głos,
Więc pospiesznie chowam się w mrocznej ulicy.
Księżyc na niebie mówi mi, że świt nadchodzi,
I wkrótce zbawienny mrok przegoni,
Wampir do leża swego wrócić musi już,
Nim zabójczy słońca promień go dogoni.
Lecz wkrótce na łowy wyjdę znów,
Znów zamienię się w myśliwego,
Gdyż taka właśnie cena jest
Mocy potężnej i życia wiecznego.
Reaven