ANIOŁ
Budzik zadzwonił z samego rana, jak zwykle wyrywając Jasia z krainy snów brutalnie
i bez litości, przypominając o czającej się za oknem szarej rzeczywistości,
obowiązku bycia grzecznym, miłym i pilnym uczniem. O konieczności pójścia do
szkoły. Rozpoczął się kolejny dzień.
Jasiu wstał z łóżka, przecierając zaspane oczy, po omacku szukając stopami ciepłych
kapci. Przez szyby zaglądało do pokoju jak zwykle ciekawskie, wszędobylskie
Słońce, unoszące powoli swoją ognistą głowę ponad horyzont. Wesołe ptaszki rozćwierkane
skakały po gałęziach pobliskiego drzewa, w kuchni kuchni zaś krzątała się mama
Jasia.
Chłopiec szybko umył się ciepłą wodą, wychodząc z łazienki zabrał przygotowane
dla niego ubranie, i niedługo potem siedział już przy kuchennym stole, z zapałem
pałaszując miskę płatków śniadniowych z miodem. Słodycz delikatnie rozpływała
się po jego ustach, Jasiu mlaskał językiem z zadowoleniem, kolejne płatkie znikały
z talerza... aż Mama kazała mu się pospieszyć i skończyć zabawy przy stole.
Chwilę potem wyszli z domu.
Dzień nie był zimny, chociaż chłodny wiatr przeszkadzał trochę w marszu, ale
Jasiu wiedział, że wkrótce Słońce będzie grzało dużo mocniej, i znów koło południa
będzie go w szkole męczył straszliwy upał.. Na matematyce siedział akurat pod
oknem, tam, gdzie nie było zasłon, i każda lekcja stawała się dla niego swoistym
sprawdzianem odporności na gorąc...
Dochodzili właśnie do przystanku autobusowego - Jaś i Mama, szybkim krokiem
idąca obok niego - kiedy chłopiec zobaczył Anioła.
Anioł był taki, jaki być powinien... Duży, doskonale widoczny na tle jasnego
nieba, otoczony ognistą aureolą, a kłęby jasnego dymu znaczyły szlak jego wędrówki
z Nieba na Ziemię. Kiedy Jasiu go zobaczył, Anioł znajdował się nad dachem dużego
biurowca - spokojny, majestatyczny, czuć było emanującą z niego siłę... Teraz
Anioł wylądował - i nagle ujrzeli go wszyscy.
Wylądował na samym środku deptaka, wzbijając tumany kurzu, ognistą łuną oznajmiając
swoje przybycie zgromadzonym ludziom. Fala ciepła i miłości, bijących od niego,
ogarnęła wszystkich w około... Jasiu zobaczył swoją mamusię, jak porwana tymi
pięknymi uczuciami unosi się w powietrze, jak jej dusza w blasku światła opuszcza
starą, cielesną powłokę, i śpiewając wznosi się ku niebu... Fala ciepła ogarnęła
również Jasia, a zaraz po niej płomienie, które jednak nie mogły mu już wyrządzić
krzywdy,
gdyż jego ciało przed chwilą zniknęło... Jasiu pogrążył się w błogości...
Wkrótce w miasto uderzyły kolejne rakiety.
Rozpoczęła się ostatnia już wojna na Ziemi...
08.06.00
Reaven