NIEDŁUGA HISTORIA PEWNEJ PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI.

 

- To do jutra, słoneczko - pożegnał się z Anią Tomek.
- Pa pa, kochanie - odpowiedziała ona, szybkim krokiem schodząc ze wzgórza, po którym spacerowali.. Miała jeszcze tylko dziesięć minut do autobusu, a wiedziała, że jeśli go nie złapie, spóźni się na spotkanie z Markiem.. Tomek wprawdzie podobał się jej, ale miał mało czasu, studiował w innym mieście.. Oczywistym więc było, że musiała znaleźć sobie drugiego chłopca, miejscowego. A że była przezorna, znalazła trzech.
Drobne kamyki odskoczyły spod podeszw jej butów, i stoczyły się po zboczu..
Tomek odprowadzał Anie wzrokiem, aż do momentu, kiedy krzewy przesłoniły jej gibką sylwetkę, po czym ruszył w stronę dworca PKP.. Droga nad urwiskiem pozwalała dotrzeć tam w kilkanaście minut, często z niej korzystał.. Jak zwykle, gdy wyjeżdżał na kolejne dwa tygodnie, jego głowa pełna była wizerunków Ani.. Tak bardzo chciałby móc spędzać z nią więcej czasu.. Dni tygodnia mijały mu wypełnione myślami o niej, tęsknotą, a kilkunastogodzinne spotkania mijały przerażająco szybko.. Ale skończy studia, rodzina wreszcie da mu spokój, on weźmie z Anią ślub, i wreszcie będą mogli być ze sobą.
Uśmiechnął się, ujrzawszy siebie i Anię na kanapie przed kominkiem, przytulonych do siebie, szczę..
Wtedy zarwała się pod nim ziemia, niebo zawirowało, świat wykręcił się pod dziwnym kątem, coś uderzyło w bark, w nogę, w gło..
Ogarnęła go ciemność.
Obudził się jakiś czas później.. Nie umiał dokładnie ocenić, ile był nieprzytomny.. Wyglądało na to, że w międzyczasie świat uległ zmianie.. Ktoś przekręcił go o kilkadziesiąt stopni, ale dlaczego kazał Tomkowi tkwić dalej pod starym kątem..?
Gałąź pękła i Tomek z hukiem uderzył o małą skalną półkę.
Otrzeźwiło go to na tyle, że spostrzegł, iż półka się kruszy, a pod nim znajduje się kilkumetrowa skarpa.. i wielkie głazy, daleko w dole. Ostatkiem sił przyjął pozycję pionową i stanął tuż pod samą ścianą.. Półka przestała się kruszyć, ale i tak jej część zniknęła bezpowrotnie. Niewielki ruch groził upadkiem.. i śmiercią.
Tomek przełknął ślinę i pomyślał o swojej Ani.. O tym co przeżyje po jego stracie.. O tym że może jej już więcej nie zobaczyć.. I krzyknął głośno:
- Pomooooooooooocy!!!!!!!!!
Odpowiedział mu odgłos obsuwających się kamieni.
W tym samym czasie, Ania niespodziewanie dla siebie pomyślała nagle o Tomku.. Wyobraziła go sobie śpiącego w pociągu, z książką na kolanach.. Uśmiechnęła się.. I powróciła myślami do pieszczot, jakimi obdarzał jej ciało Marek. Westchnęła cicho, by pokazać, że podoba jej się to co robi, i wyśmiała w duchu kłócących się za ścianą sąsiadów..
Tomek ożywił się, słysząc ludzie głosy. Ludzie! Miał więc jakąś szansę..
- Pomocy! Tutaj jestem! - krzyknął. Mały kamyk oderwał się od skały i odbił od jego głowy.
- ..e tam, miałeś wtedy dużo szczęścia - skwitował Franek. - O, co to? Słyszeliście?
Jego towarzysze śmiali się właśnie z podsumowania myśliwskiej opowieści jednego z nich, zaprzeczyli tylko głowami. Nic nie słyszeli.
- Chyba krzyk, co? Dzieciaki.. Na szczęście moje są w domu, i mam dziś od nich spokój - uśmiechnął się Andrzej. Czwórka mężczyzn szła równym krokiem, dźwigając na ramionach dubeltówki, i rozglądając się za czymś co by biegało na czterech nogach.. Niedzielni myśliwi.
- E tam, lepiej się pospieszmy, bo nam knajpę zamkną. Zwierza dzisiaj i tak nie ma - skwitował Franek i grupka przyspieszyła kroku.
- ..omoooooooocy!!!!! - zapiszczał Tomek zachrypniętym głosem, ale stwierdził, że to bez sensu - głosy już się oddaliły. Zdruzgotany zwiesił głowę.. i przywarł zaraz mocniej do skały, czując, jak pod nogami kruszy mu się półka - jedyna rzecz między nim a bezczelnie się z niego nabijającymi głazami w dole..
Ochłodziło się, słońce zniknęło za chmurami, skruszył się kolejny kawałek półki..
Tomek ożywił się słysząc jakiś hałas nad sobą i potok przekleństw płynący z ust jakiejś dziewczyny.
- Hej! Heeeej! Pomocy! Ratunku, spadłem tutaj na dół!!! - krzyknął. Chwila prawdy. Cisza.. Łzy napłynęły mu do oczu..
- Halo? Jest tam ktoś? - zawołała Kasia, spoglądając w dół zbocza. Nikogo nie widziała..
- Tak!!! - Tomek wrzasnął, uradowany. - Jestem tu, stoję na półce skalnej, ale już drętwieją mi nogi! Pomóż mi, proszę!
- Ale jak..? Nie wiem czy.. może gdyby.. ale nie, to nie to.. A jeśli..? O, mam! Czekaj tu, sprowadzę pomoc! - odpowiedziała Kasia i pobiegła.
Tomek odetchnął z ulgą, uśmiechając się. Wreszcie!
Kasia dotarła do podnóża wzgórza i rozejrzała się za jakimiś ludźmi.. Nie dostrzegła nikogo, ruszyła więc w stronę targowiska i..
Krzyknęła, kiedy rozpędzony samochód ominął ją w ostatniej chwili. Pojazd zatrzymał się z piskiem opon, wycofał. W środku siedziało trzech starszych od Kasi chłopaków.. Przystojnych, opalonych. Uśmiechnęła się.
- Nic ci nie jest, mała? - zapytał jeden z nich.
Kasia zalśniła białymi ząbkami i odpowiedziała:
- Nie, nic, tylko się wystraszyłam..
- Uf, to dobrze, tak nagle się pojawiłaś.. Hej, jedziemy na impreze do Matuszaka, taki fajny gość z Kwietnika.. Jedziesz z nami? Wynagrodzimy ci ten strach - zaproponował drugi.
- No, nie wiem, musiałabym zadzwonić.. A, i jeszcze tam jest jakiś facet, który..
- Spoko, zadzwonisz z komórki. No chodź mała, nie przejmuj się jakimiś facetami, nam też niczego nie brakuje.. Chcesz trawki?
- Ale..
- Nie bój się, to już, wdech.. Taaaa..... no to chodź!
- Okej - Kasia wskoczyła do pojazdu i odjechała z nowo poznanymi kolegami.
Mniej więcej dziewięć miesięcy później powiła ślicznego chłopczyka, któremu dała na imię Tomek. Ojca, mimo szczerych chęci, nie ustaliła nigdy.
Tomek zadygotał z zimna, i natychmiast zastygł, czując pod nogami kruszące się kamyki. Dziewczyna nie wracała, mimo, iż minęło już sporo czasu.. Nie wiedział ile.. Godzina? Dwie..? Zegarek musiał popsuć się podczas upadku..
Słońce zaczęło już zachodzić, kiedy dostrzegł starszego mężczyznę zbierającego puszki z pseudoplaży pod wzgórzem.. W zniszczonych, brudnych ciuchach, mężczyzna szedł powoli, i nabijane na ostry kijek puszki umieszczał w plastikowym worku. Spokojnie, metodycznie, z dużą wprawą. W końcu spojrzał na zegarek, zawiązał worek i ruszył w stronę miasteczka.
Tomek wyczekał, aż mężczyzna znajdzie się pod nim, i krzyknął:
- Halo, proszę pana! Tutaj!
Mężczyzna podniósł głowę i spojrzał na Tomka.
- No, czego kurwa? - zapytał uprzejmie.
- Eee.. No więc ja spadłem! I nie mogę się wydostać! Mógłby pan kogoś zawołać, żeby..
- Nie - przerwał mu mężczyzna. - Za dwadzieścia minut zamykają mi punkt skupu puszek, i nie będę miał za co wina kupić, a dziś urodziny kolegi.. - Splunął na piasek. - Poproś kogo innego - zasugerował, i ruszył swoją drogą.
- Zaraz! Ja zapłacę! Mam pieniądze! - krzyknął zrozpaczony Tomek.
- Ile? - zapytał mężczyzna rzeczowo.
- No.. - Tomek sięgnął do tylnej kieszeni spodni, znalazł portfel, zacisnął zęby, gdy kolejny kawałek skalnej półki poleciał w dół, i przeliczył..
- Dobra, nie licz, dawaj - poradził mu mężczyzna.
- Ale..
- Chcesz kurwa pomocy czy nie?
- Chcę! - odkrzyknął Tomek i rzucił portfel.
Mężczyzna podniósł go, schował i ruszył spokojnie dalej.
- Ale zawoła pan kogoś?! - krzyknął za nim Tomek.
- Pewnie, spoko! - usłyszał. Mężczyzna zniknął za górką.
Tomek znów został sam na sam z ciszą..
Słońce już zaszło, zaczynało się robić ciemno. Nikt nie nadchodził.
Nadzieja odeszła już dawno temu, pozostało czekać.. Czekać.. Cierpliwie.
Skruszył się kawałek półki..
Chyba już długo czekać nie będzie trzeba.. Tomek zdał sobie sprawę, ze nocy na tej półce nie przeżyje.. Opanowała go rozpacz. Jego myśli powędrowały ku Ani..
Ania uśmiechnęła się przez sen i przytuliła mocniej do nagiego torsu Marka.
- Boże, czy to ma być mój koniec? Proszę, pomóż mi! - krzyknął Tomek w stronę nieba.
- Ciii, spokojnie, coś wymyślimy - odpowiedział mu głos z góry.
- Hę? - Tomek spojrzał nad siebie. Mały zajączek z parą podobnych do gęsich skrzydeł unosił się jakieś pół metra nad jego głową.. - ..Kto ty jesteś..?
- Twój anioł stróż głuptasie.. - odpowiedział zajączek. - Sorki że tak późno, mieliśmy ważne spotkanie stróżów niższych szczebli, i po prostu nie mogłem się urwać.. No ale spoko, poczekaj tu jeszcze chwilę, zaraz kogoś sprowadzę.
- Czekaj!
- No, co..? - zapytał zajączek.
- Ta półka.. zaraz się skruszy..
- Aaaaa..... No, okej, masz.. Zaraz wracam.
Zajączek odleciał, machając swymi skrzydełkami. Tomek ze zdumieniem spojrzał, że stoi na twardej, nie rozsypującej się półce. Odetchnął z ulgą.. A jednak niebiosa go wysłuchały. W godzinie największej potrzeby mógł jednak liczyć na pomoc. Przez łzy spojrzał na niebo..
- Dziękuję.. - wyszeptał.
W tym samym czasie Anioł odnalazł ludzi. Podleciał do nich, by prosić o pomoc.. Tak jak napisano w podręczniku dla aniołów stróżów niższych szczebli - pokazać się, wywołać zachwyt, zrobić co trzeba, wymazać wspomnienia.
- Przepraszam panów, tam na skalnej półce stoi młodzieniec, który bardzo liczy na..
- Ty, Franek, patrz, najprawdziwszy kurwa zając!
- Jezu!
- Ależ nie, ja..
Huk, dym, śrut z sykiem dopadł anioła, wbił się w jego miękkie futerko, rozszarpał skrzydła, wypruł wnętrzności i połamał kruche kości. Kupka mięsa, krwi i futerka upadła na ziemię, w stosik gęsich piór.
- Trafiony! Jest! Haha! - myśliwi biegli jak opętani, szczęśliwi, pijani, radośni jak małe dzieci. Jeden z nich zauważył że zajączek jeszcze się rusza, więc humanitarnie ukrócił jego cierpienia, kolbą dubeltówki roztrzaskując mu głowę.
- Kurna jego, ale strzał Franek, nie ma co, wspaniały!
- Ekstra!
- Jesteś mistrz!
- Bierzmy ścierwo do knajpy, pokażemy chłopakom!
I poszli. Znów zrobiło się cicho.
Tomek czekał. I czekał. I czekał.. Jego optymizm powoli znów malał.. Radość zmieniła się w niepewność.. Wiara - w niepokój.. Cóż zatrzymywało tak długo anioła? Gdzie był..?
- Te, facet, co ty tam robisz?
Tomek niemal spadł z półki, drgnąwszy. Nie spodziewał się głosu z plaży, spodziewał się ratunku z góry.. Ale widać Anioł uznał, że tak będzie lepiej..
- Spadłem ze wzgórz i nie umiem zejść! Możesz mi jakoś pomóc?! - odkrzyknął.
- Eeeeee.. Znam cię? Tomek, ten od Anki, nie? - zapytał głos.
Tomek przyjrzał się nieznajomemu, który okazał się wcale nie być nieznajomy.. Arek, młodszy brat Marka, znajomego Ani.. Kiedyś słyszał od znajomych że Ania kręci na boku z Markiem, ale oczywiście nie uwierzył - jego Ania była ponad to. W każdym razie ani z Markiem, ani z Arkiem nie lubili się za bardzo.. Dziwnego sojusznika znalazł anioł.. Niezbadane są wyroki Boskie - pomyślał Tomek i uśmiechnął się.
- Tak, to ja! Arek, możesz mi pomóc stąd zejść? Sterczę tu już pół dnia, zdrętwiałem z zimna i... co robisz?
- Marek powiedział żebym ci przyfanzolił jak cię zobaczę.. i masz się odpieprzyć od Anki, to laska mojego brata, kapewu? - Odkrzyknął Arek, zakładając kamień na procę. Wycelował, strzelił. Jak setki razy wcześniej.
Był na prawdę dobry. Mimo kiepskiego oświetlenia, trafił prosto w czoło.
Zaskoczony Tomek stracił równowagę, i chwilę później uderzył w głazy, które z wielką radością połamały mu kości i rozłupały czaszkę, szczęśliwe, choć nieme i nieruchome..
- O kurwa, ale czad - westchnął Arek, którego wrażliwa dusza doceniła niesamowity widok, jaki utworzyła kompozycja ciała i krwi na wyblakłych od słońca kamieniach.. - Ekstra..
Wtedy dotarło do niego, że powinien jak najszybciej się wynieść z tego miejsca.
Anią wstrząsnęła wiadomość o tragicznym wypadku Tomka, ale mając u boku podtrzymującego ją na duchu Marka, szybko otrząsnęła się z szoku i wiodła szczęśliwe życie..
..aż do chwili, gdy zaszła w ciążę - wtedy to Marek wyprowadził się z miasta z o wiele młodszą od Ani dziewczyną.. poznaną ponoć na jakiejś dyskotece. Dalej żyła już Ania sama..
Anioł zaś, gdy tylko został wskrzeszony, udał się ze skargą do Komisji Wyższej, i po półrocznej walce wprowadzono wymagane przez niego uaktualnienia i zmiany do podręcznika dla aniołów stróżów niższych szczebli.
Wszyscy bohaterowie powyższej historii - poza Tomkiem oczywiście, ze zrozumiałych względów - żyli dość długo, momentami szczęśliwie, aż najzupełniej w świecie pozdychali ze starości.
Słońce zaszło na dobre i nad miasteczkiem nastała wreszcie noc.
Nieświadomy niczego pies zawył radośnie, witając księżyc.. po czym udał się spać.

09.07.00